Dominacja i uległość. Wstęp do świata BDSM bez strachu!
Świat BDSM może wydawać się mroczny, groźny lub zarezerwowany wyłącznie dla odważnych. Ale prawda jest taka, że to przestrzeń, w której króluje zaufanie, komunikacja i dużo przyjemności. Dla niektórych to tylko odrobina pikanterii w sypialni, dla innych – styl życia. W tym artykule rozwiejemy wątpliwości, pośmiejemy się odrobinę i rzucimy światło na temat dominacji i uległości. Bez strachu, bez wstydu – tylko z zaciekawieniem i otwartością.
Co to w ogóle jest BDSM?
BDSM to skrót od słów: Bondage (krępowanie), Discipline (dyscyplina), Dominance (dominacja), Submission (uległość), Sadism (sadyzm) i Masochism (masochizm). Brzmi poważnie? Być może, ale spokojnie – nikt nie każe od razu kupować kajdanek ani urządzać lochów w piwnicy (chociaż kto wie, co trzymacie pod schodami…). To przede wszystkim forma gry i eksploracji seksualnej, w której wszystko odbywa się za obopólną zgodą i przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Zdziwicie się, jak wiele osób – od studentów po polskie mamuśki – odkrywa w sobie fascynację tą formą relacji. BDSM nie ma jednego oblicza. Dla jednych to przyjemność płynąca z uległości, dla innych – ekscytacja z bycia stroną dominującą. Czasem wystarczy jedno słowo, gest albo… sznurówka w odpowiednim miejscu, by rozbudzić całe spektrum emocji. Najważniejsze? Wszystko musi być dobrowolne. Jeśli jedna ze stron nie czuje się komfortowo – zatrzymujemy się. Tutaj słowo „bezpiecznik” ma większą moc niż kiedykolwiek. Tak więc zanim zaczniecie planować wieczór z pejczem – porozmawiajcie. Serio.
Dominacja: Król, królowa… i ich reguły
Dominująca strona w relacji BDSM nie musi wyglądać jak postać z filmu akcji – nie potrzeba maski, płaszcza i ciemnych okularów (choć to zawsze mile widziane). Dominacja polega na przejęciu kontroli w sposób odpowiedzialny, z empatią i wyczuciem. To bardziej sztuka psychologii niż fizycznej przewagi. Osoba dominująca ustala zasady gry, ale nie zapominajmy – robi to w porozumieniu z partnerem. Zgoda i granice to podstawa. Nikt nie ma prawa przymuszać drugiej osoby do czegokolwiek. Jeśli ktoś mówi, że „dominacja to robienie, co się chce” – lepiej go odesłać do podręcznika etyki… albo na spacer. Dobrze poprowadzona dominacja potrafi być niezwykle ekscytująca. Daje poczucie władzy, ale też odpowiedzialności. W końcu nie chodzi tylko o rozkazywanie – chodzi o to, by druga strona czuła się bezpieczna, pożądana i wyjątkowa. I czasem o to, by umiała ładnie powiedzieć „proszę o więcej”.
Uległość: Nie taka słaba, jak ją malują
Uległość w BDSM to nie oznaka słabości – wręcz przeciwnie. Oddanie kontroli wymaga odwagi, samoświadomości i ogromnego zaufania. Osoby uległe często mają bardzo silny charakter, ale w odpowiednich warunkach lubią po prostu… odpuścić. I oddać się chwili. W relacji uległy-dominujący to osoba uległa najczęściej wyznacza granice. To ona mówi, czego pragnie, co ją podnieca, a co budzi lęk. To trochę jak podanie instrukcji obsługi do siebie samego. A partner – jeśli dobrze słucha – wie, jak zapewnić jej maksimum przyjemności. Niektórzy odnajdują w uległości coś więcej niż seksualną ekscytację – to forma mentalnego odpoczynku. Nie trzeba decydować, kierować, ogarniać. Można po prostu… być. I czasem dostać klapsa w nagrodę. Albo karę. Albo jedno i drugie, bo czemu nie?
Pierwsze kroki: Jak zacząć, by nie dostać w zęby (chyba że o to chodzi)
Zaczynając przygodę z BDSM, warto najpierw zrobić… burzę mózgów. Z partnerem lub samodzielnie. Co cię kręci? Co cię przeraża? Spisz listę rzeczy, które chciałbyś/chciałabyś wypróbować i tych, które są absolutnym „nie”. To bardzo pomocne, zwłaszcza kiedy emocje biorą górę. Nie trzeba od razu kupować zestawu dla zaawansowanych. Zacznij od małych kroków: lekkie krępowanie szalikiem, zabawa głosem i tonem, przyjęcie konkretnych ról (np. nauczyciel i uczennica – klasyka, wiadomo). W BDSM nie chodzi o wyścigi – chodzi o eksplorację. I jeszcze jedno – śmiejcie się. Serio! Czasem coś nie wyjdzie, kajdanki się zaklinują, a skórzana maska za bardzo przypomina pasztet. To nic. Seks i zabawa mają przynosić radość. BDSM nie jest świętością, to przestrzeń do odkrywania siebie i swojej seksualności – z szacunkiem, ekscytacją i odrobiną dystansu.